Świętojańskie wideo

Teatr na nowe czasy: Komuna//Warszawa, Paradise Now? Remix Living Theatre

Wiedżmin w Teatrze Muzycznym w Gdyni: fragment próby medialnej

Śpiewający Aktorzy 2017: Katarzyna Kurdej, Dziwny jest ten świat

Barbara Krafftówna W Gdańsku

Notre Dame de Paris w Teatrze Muzycznym w Gdyni: Czas katedr




Arka Gdynia

Lechia Gdańsk

Bałtyk Gdynia

Asseco Prokom Gdynia

Trefl Sopot

Lotos Gdynia

Atom Trefl Sopot

TPS Rumia

Trefl Gdańsk

Vistal Łączpol Gdynia

Arka Rugby Gdynia

Lechia Rugby Gdańsk

Ogniwo Sopot

Lotos Gdańsk

Raport z teatru. Rozmowa z Joanną Puzyną - Chojką

Opublikowano: 21.10.2011r.

Bardzo ważna wypowiedź w bulwersującej nas sprawie.

 

 

 

 

 

 


Piotr Wyszomirski: Co pani, jako współtwórczyni R@Portu i Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej czuje, gdy docierają do nas kolejne, dość smutne informacje na temat tych dwóch, bardzo ważnych dla całej, teatralnej Polski inicjatyw?

Joanna Puzyna -Chojka*: Irytację zmieszaną z poczuciem bezradności. R@Port, który miał pomóc gdyńskiemu teatrowi wydostać się z getta prowincjonalności, staje się na moich oczach lokalną, niewiele znaczącą imprezą. Jedną z czterystu, jakie co roku odbywają się w całej Polsce, od Wrocławia po Grudziądz. Tyle że nam zdecydowanie bliżej teraz do Grudziądza (z całym szacunkiem dla tego miasta, które w przeciwieństwie do Gdyni ma piękny budynek teatralny). A jeszcze dwa lata temu „Notatnik Teatralny" zaliczył R@Port do najbardziej prestiżowych festiwali w kraju. Obawiam się, że to pieśń przeszłości - R@Port w obecnej koncepcji nie będzie wydarzeniem ogólnopolskim. To zdanie podziela chyba także minister kultury i dziedzictwa narodowego, skoro cofnął swoje wsparcie finansowe.

Co tak naprawdę się stało i dlaczego ? Zacznijmy od Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej...

Gdyńska Nagroda Dramaturgiczna miała od początku pecha. Przypomnę, że została ona powołana do życia dwa lata później niż R@Port, w ostatnim roku dyrekcji Jacka Bunscha. Ta inicjatywa została przyjęta przez środowisko teatralne z ogromnym entuzjazmem, o czym świadczyć może liczba sztuk nadesłanych na pierwszą edycję (ponad dwieście!), wśród których była między innymi „Nasza klasa" Tadeusza Słobodzianka. Mimo tak imponującego odzewu dramaturgów sukces tej inicjatywy był dla mnie wątpliwy. W założeniu bowiem Gdyńska Nagroda Dramaturgiczna miała pracować - zgodnie z nazwą - na rzecz gdyńskiego teatru i gdyńskiego festiwalu, wzmacniając je repertuarowo dzięki zagwarantowanemu w regulaminie prawu do prapremierowego wystawienia. Sztuka „Trash Story" powinna być wystawiona na scenie Teatru Miejskiego im. Gombrowicza i otwierać kolejną edycję R@Portu. Wymuszone przez władze miasta odejście Bunscha unicestwiło te plany. Fundatorowi Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej, prezydentowi Szczurkowi, ani nikomu z jego otoczenia nie zależało na tym, żeby wykorzystać ten projekt do budowy prestiżu miejskiej sceny jako ośrodka promującego polską dramaturgię współczesną. Pamiętamy przecież, że decyzją szefa wydziału kultury, Włodzimierza Grzechnika, prawo do prapremiery „Trash Story" zostało oddane Teatrowi Ateneum. Ewelina Pietrowiak przygotowała spektakl przeciętny, spłaszczający sensy sztuki, źle obsadzony, do tego estetycznie anachroniczny, co zatrzymało skutecznie dalszy sceniczny żywot tej - niewątpliwie wartościowej - sztuki. Tak to niestety bywa z pierwszymi wystawieniami - słaby debiut tekstu na scenie może go zabić.
Ktoś może powiedzieć złośliwie, że prapremiera w teatrze gdyńskim nie jest dla dramaturga zaszczytem. Takie zdanie prezentował późniejszy dyrektor, Ingmar Villqist, który oficjalnie przyznawał, że nie będzie szkodził autorom upominając się o prawa gdyńskiej sceny. Ja jestem przeciwniczką takiego myślenia, bo jako niestrudzona wojażerka dobrze wiem, że serce polskiego teatru bije nie w Krakowie czy Warszawie, tylko w Wałbrzychu, Legnicy, Poznaniu, Supraślu, Bielsku-Białej, Olsztynie. No i oczywiście we Wrocławiu. Z jedenastu spektakli wybranych do finału ostatniej edycji Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej aż siedem zostało zrealizowanych właśnie na scenach Dolnego Śląska.
Druga sprawa - nie udało się wypracować skutecznych mechanizmów promujących nagradzane teksty. W porównaniu z Nagrodą Literacką Gdynia budżet konkursu dramaturgicznego jest skromny. Nie wystarcza pieniędzy na działania całoroczne, takie choćby jak spotkania autorskie, warsztaty, publikacje, tłumaczenia sztuk oraz ich promowanie na polskich i zagranicznych festiwalach. Marzyło mi się na przykład stworzenie - przy okazji R@Portu - międzynarodowego „targu sztuk" adresowanego do reżyserów, dyrektorów teatrów, wydawców, krytyków teatralnych. Ale na podjęcie takich działań potrzeba zdecydowanie większego budżetu. I przekonania, że warto to robić, którego po odejściu Bunscha zabrakło nawet w Teatrze Miejskim. To była moja samotna, przegrana walka.
Bo trzeba sobie powiedzieć jasno - Gdyńska Nagroda Dramaturgiczna ma dziś wyłącznie wymiar finansowy. Nie wiąże się z żadnym prestiżem dla jej laureatów, nie gwarantuje zainteresowania nagradzanymi sztukami ze strony reżyserów. Czyż nie jest paradoksem, że do tej pory Teatr Miejski w Gdyni nie wystawił żadnej zwycięskiej sztuki? Tylko raz, w 2010 roku, Piotr Kruszczyński sięgnął po tekst jednego z finalistów konkursu. Przez szkodliwą, lekceważącą demokratyczne procedury politykę personalną władz miasta Gdyńska Nagroda Dramaturgiczna, podobnie jak festiwal R@Port, funkcjonują dziś jako odrębne projekty, nie mające najmniejszego wpływu na profil artystyczny Teatru Miejskiego im. Gombrowicza. Szczerze mówiąc, nie ma żadnego uzasadnienia dla ich obecności w Gdyni. Nie sądzę, żeby coś zmieniło się za dyrekcji Krzysztofa Babickiego, który wyraźnie dystansuje się od obu tych inicjatyw, zapowiadając skoncentrowanie się na budowaniu zespołu i repertuaru gwarantującego wysoką frekwencję. Miejsce przeznaczone w tym repertuarze na polską dramaturgię współczesną wypełnią z pewnością sztuki Pawła Huellego, który nie musi brać udziału w jakimś konkursie, żeby wzmocnić swoją pozycję jako autora tekstów przeznaczonych na scenę.

W prestiż Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej godzą też kontrowersyjne decyzje Kapituły, która przy wyłanianiu finalistów ostatniej edycji konkursu naruszyła w rażący sposób zapisy regulaminu. Co w tej sytuacji należałoby zrobić?

Ta kwestia nie jest wcale oczywista. Regulamin konkursu wyklucza sztuki, który były wcześniej wystawiane, nie precyzując, czy chodzi tylko o sceny profesjonalne, czy też o wszelkie formy ich publicznego zaistnienia. Myślę, że warto byłoby tę lukę w regulaminie wypełnić, przywracając również pierwotne zapisy o anonimowości autorów i zakazie wcześniejszej publikacji utworów zgłaszanych do konkursu, które zostały usunięte po pierwszej edycji na żądanie Kapituły (przypomnę, że jednym z jurorów jest Jacek Sieradzki, redaktor naczelny „Dialogu" - miesięcznika publikującego najnowsze polskie i obce sztuki). Dla klarowności sytuacji powinno się wykluczyć wszystkie inscenizacje, również te amatorskie czy pół-zawodowe, bo dzieło zostało niewątpliwie rozdziewiczone. Tym bardziej, że granice między sztuką instytucjonalną, tworzoną z etatowego obowiązku przez magistrów sztuki, a sztuką offową, firmowaną przez utalentowanych amatorów bez dyplomów, są sztuczne. Dziś nikt poza urzędnikami nie stosuje takich kryteriów.
Nie widzę natomiast podstaw do traktowania publicznego czytania sztuki, nawet najbardziej performatywnego, jako inscenizacji. Każdy jednak przypadek wymaga szczegółowego przebadania. Od tego jest Biuro Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej, które w spornych kwestiach powinno zasięgnąć opinii prawnika wyspecjalizowanego w prawie autorskim. W żadnym jednak wypadku nie można lekceważyć problemu, nie odnosząc się do zgłaszanych publicznie protestów. Wszystkim zainteresowanym należy się wyjaśnienie.

Jak powinna zachować się Kapituła?

Nie mam zamiaru niczego Kapitule sugerować. Jej członkowie biorą pełną odpowiedzialność za swoje decyzje. Na miejscu uczestników konkursu oczekiwałabym jednak wydania jakiegoś oświadczenia.

A co z R@Portem? Tegoroczny festiwal rozczarowuje brakiem sztuk wrocławskich, zaskakuje niezwykłym pomieszaniem estetycznym (awangardowe wręcz dramaty współczesne, zespół kaszubski i teatry polonijne). Czy to dobre połączenia dla polskiej dramaturgii współczesnej i - szerzej - dla polskiego teatru ?

Zestawienie najnowszej dramaturgii - wychylonej w przyszłość, eksperymentującej formalnie, poszukującej nowego języka, z prezentacją scen polonijnych, które na ogół są zachowawcze, bo do tego zobowiązuje ich rola strażników dziedzictwa kulturowego, jest decyzją chybioną i trudną do uzasadnienia. Może mogłabym zrozumieć sentyment Bogdana Cioska do tego typu teatru (choć nazwiska Antoniego Baniukiewicza i Janusza Tartyłły mojego sentymentu nie wzbudzają), ale nigdy nie zrozumiem zasadności prezentowania go w ramach festiwalu R@Port, bo to podważa jego ideę. Można znaleźć ku temu lepszą okazję. A zespół folklorystyczny w roli żywej reklamy to już czysta groteska a la Witkacy (vide Dziwka Bosa w „Szewcach").

Co byłoby najlepsze dla obu inicjatyw, by nie traciły na znaczeniu ?

Z perspektywy lokalnej najważniejsze wydaje mi się ścisłe powiązanie R@Portu i Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej z profilem artystycznym Teatru Miejskiego im. Gombrowicza. Teatr powinien wykorzystać oba te projekty do budowania swojego wizerunku. Na przykład, wzbogacając swoją ofertę repertuarową przez powołanie SCENY R@PORTU o charakterze eksperymentalnym - swoistego laboratorium, w którym reżyserzy i aktorzy poszukiwaliby oryginalnej formy scenicznej dla sztuk wyróżnionych w konkursie. W ramach działań, które nazwałabym roboczo „CZYTANIEM MIASTA", można by pomyśleć o programie rezydencji dla laureatów Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej i R@Portu, które zaowocowałyby powstaniem sztuk o tematyce lokalnej; albo o warsztatach dramaturgicznych skoncentrowanych wokół fenomenu miasta i miejskości. Najciekawsze teksty teatralne, które powstałyby w ramach tych projektów, mogłyby stworzyć nowy nurt festiwalowy: SCENY MIEJSKIE, odsłaniający nietypowe przestrzenie teatralne, „znalezione" w miejscach naznaczonych przez historię Gdyni.
Patrząc na to z perspektywy zewnętrznej, ważne jest, by festiwal nie był kopią innych imprez teatralnych organizowanych w kraju. Program ubiegłorocznej edycji, przygotowanej przez Pawła Wodzińskiego, z racji swoistej „unii personalnej" powtarzał w dużej mierze repertuar bydgoskiego Festiwalu Prapremier. Powtarzalność programu to zresztą zmora większości festiwali - w końcu dobrych spektakli nie ma na polskim rynku teatralnym aż tak wiele... Szansą na podniesienie atrakcyjności repertuarowej R@Portu mogłoby być zamawianie przez organizatorów - na zasadzie współprodukcji - inscenizacji sztuk finalistów konkursu dramaturgicznego, z zastrzeżeniem prapremierowej odsłony w Gdyni. Tylko oryginalność programu może być bowiem gwarantem zainteresowania gdyńską imprezą ogólnopolskich mediów, z czym niewątpliwie wiąże się również jej prestiż.
W moim głębokim przekonaniu pozycja R@Portu zależy jednak nie tylko od jakości artystycznej zapraszanych spektakli. To żadna sztuka wybrać kilka-kilkanaście tytułów. Spektakle zaproponowane przez nowego dyrektora programowego nie przynoszą ujmy jego artystycznemu smakowi (dwa z nich - „III Furie" i „Żywoty świętych osiedlowych" - są wręcz wybitne). Sztuką jest jednak zbudowanie dla nich kontekstu. Festiwal nie może być przypadkowym zestawieniem kilku przedstawień, z którego nic nie wynika. Na razie trudno powiedzieć, czy coś wyniknie z programu tegorocznej edycji - organizatorzy nie wysłali w moją stronę żadnego sygnału.
Nieskromnie powiem, że R@Port swoją dotychczasową pozycję zawdzięczał autorskiemu charakterowi, wyróżniającemu go na tle innych, licznych przeglądów teatralnych organizowanych w kraju. Ten autorski charakter wynikał z tematyzowania poszczególnych edycji pomyślanych jako próba diagnozy oblicza polskiego teatru w minionym sezonie. Diagnoza ta, ujęta w nośne hasło, powinna odbijać się zarówno w głównym, konkursowym nurcie festiwalu, jak i w programie zdarzeń towarzyszących (gdybym to ja konstruowała tegoroczny program, zbudowałabym go wokół hasła: TRANS-POLONIA). Warto też zadbać o wyrazistą konstrukcję festiwalu (podział na poszczególne sekwencje tematyczne, obejmujące kolejne dni prezentacji), potraktowaną jako pewna propozycja intelektualna, prowokująca dialog między spektaklami i twórcami.
Oczywiście, mówię o tym wszystkim z perspektywy osoby, która została od festiwalu w sposób nonszalancki odsunięta. Odsunięta podwójnie - nie tylko przez poprzedniego dyrektora, Ingmara Villqista. W lutym tego roku, jeszcze zanim zapadły decyzje personalne dotyczące gdyńskiego teatru, złożyłam Prezydentowi Szczurkowi swoją wizję tegorocznej edycji festiwalu, proponując wzbogacenie jego formuły o nowe nurty i podając konkretne tytuły spektakli. Moja naiwna wiara w to, że w mieście uchodzącym za wzór samorządności liczą się programy, została nadwyrężona przez lekceważący brak odpowiedzi. Dlatego doprawdy trudno mnie posądzić o obiektywizm i czyste intencje. Cała moja wypowiedź jest z tego powodu nic niewarta.

Dziękuję za rozmowę.

 

* Joanna Puzyna-Chojka - teatrolog, krytyk teatralny, wykładowca Uniwersytetu Gdańskiego. W latach 2005-2007 była kierownikiem literackim Teatru Miejskiego im. Witolda Gombrowicza w Gdyni. Współtwórczyni - razem z Jackiem Bunschem - Festiwalu Polskich Sztuk Współczesnych R@Port, przy którym pracowała jako kierownik literacki (2006-2008) oraz dyrektor programowy (2009). Za czwartą, przygotowaną samodzielnie edycję festiwalu otrzymała Nagrodę Teatralną Marszałka Województwa Pomorskiego (2010). W latach 2008-2009 koordynowała konkurs o Gdyńską Nagrodę Dramaturgiczną, pełniąc również funkcję członka Komisji Artystycznej i sekretarza Kapituły. Była również członkiem Komisji Artystycznej XVII edycji Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej. Autorka wielu publikacji na temat dramaturgii współczesnej, w tym monografii poświęconej Tadeuszowi Słobodziankowi „Gra o zbawienie".

 

 


Powiązane artykuły

- Kontrowersje wokół wyłonienia finalistów Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej

- R@port z Dwójmiasta, czyli jak polityka zabija kulturę

- Wszystko o R@porcie. Zapis konferencji prasowej w Teatrze Miejskim w Gdyni

Więcej o teatrze w na stronie www.pomorzekultury.pl