Foto: Kuba Pawłowski
Przyznam się, że pierwszy raz miałem okazję posłuchać Świetlików na żywo i od razu mogę powiedzieć, że jeśli tylko będzie ku temu okazja, to na pewno kolejnych koncertów nie odpuszczę. Kiedy otworzyły się drzwi do Ucha, muzycy w składzie - Marcin Adam Świetlicki (wokal), Grzegorz Dyduch (bas), Tomasz Idzi Radziszewski (gitara), Marek Piotrowicz (perkusja) i Artur Dziadek Gasik (gitara, klawisze) stroili się jeszcze na scenie. Poszło im dość sprawnie, więc zapowiedzieli się sami, że ponownie na scenę wyjdą o godz. 20.07. Tak też się stało. Zaczęli utworem Złe misie. Pierwsze dźwięki, pierwsze słowa – od razu powstał specyficzny nastrój. Atmosfera podczas koncertu, była zupełnie inna od tych, do których jestem przyzwyczajony. Tutaj wszyscy zachowują się jak starzy znajomi. Kontakt zespołu z publicznością jest hmmm… specyficzny i oryginalny. Długie rozmowy, dialogi scena-publiczność, wymiana poglądów – zdają się być na porządku dziennym. Poza tym sobotni występ Świetlików był swoistym komentarzem do tego co się obecnie dzieje, lub działo w ostatnim czasie, w Polsce i na świecie. Nawiązali do wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych, do występu polskich gwiazd na Wembley Arena w Londynie, do Piotra Kupichy, niedawnego gościa programu Kuba Wojewódzki,a utwór Anioł/trup zadedykowali Andrzejowi Gołocie…
Jeśli masz kłopoty z „odpaleniem” filmu, wejdź tutaj
Tak, tak… ze sceny dmuchało sarkazmem, ale trzeba przyznać, że zespół wyszedł i zagrał na totalnym luzie. Świetlicki w wyciągniętym T-shircie, schodzonych dżinsach, w ciemnych okularach i z obowiązkowym papierosem w dłoni. A raczej paczką papierosów. Grzesiek Dyduch, którego usta mają to do siebie, że rzadko się zamykają, praktycznie cały czas nawijał inteligentnym dowcipem. Bo czego jak czego, ale humoru i ironi wczoraj nie brakowało. Śmiał się z artysów, że często nie wiedzą w jakim mieście koncertują. Doda np. ma zawsze napisane na kartce nazwę miasta – mówił. Oni natomiast doskonale wiedzą, że występują właśnie w… Radomiu - dodał z przekorą. Podobnych przerywników padało ze sceny sporo, co wyjaśnił później Świetlicki. – Musimy tak przedłużać, bo przygotowaliśmy na dzisiaj tylko 10 piosenek – mówił. Dzięki temu właśnie atmosfera była tak wyjątkowa. Usłyszeliśmy między innymi Popatrzcie, Parasolki, Słonidarność, Olifant, Czwartek, Chmurka, Opluty, Pod wulkanem, Listopad, MsDonald’s, Odciski, Miłośćna marne oraz znany z list przebojów i brawurowego wykonania Bogusława Lindy utwór Filandia.
Foto: Kuba Pawłowski
We fragmencie improwizowanym tej piosenki pojawił się tekst - Nigdy nie będzie takich braci prezydentów, takiego dziadka premiera i takiego Baraka. Ponad to usłyszeliśmy także kawałek premierowy napisany do muzyki z Rosemary’s baby. Muzycy nawet zgodnie stwierdzili, że w Gdyni lepiej im on wyszedł niż w Warszawie. (Wiadomo, Gdynia!). Było też kilka sympatycznych akcentów. Kiedy Tomek Radziszewski opowiedział, że na jednym z ostatnich koncertów ludzie źle ich potraktowali i rzucali w kierunku sceny papierkami. Nie mineła chwila a i w Uchu posypały się pogniecone papiery. Dziadek w ramach wdzięczności rzucił w publiczność małymi opakowaniami cukru, którego jak stwierdził, nie używają.
Foto: Kuba Pawłowski
- Wielu moich słuchaczy i czytelników wolałoby, żebym umarł młodo, bo wtedy byłbym bardziej kultowy i mogliby palić świeczki na moim grobie, robić festiwale mojego imienia – zwierzył się w pewnym wywiadzie lider Świetlików. To ja w przeciwieństwie do tych „wielu” słuchaczy chciałbym, a nawet życzę mu tego, żeby żył długo i przede wszystkim dużo koncertował. Bo takich występów, jak ten wczorajszy w Uchu, naprawdę mi brakuje.
Foto: Kuba Pawłowski
Więcej zdjęć z koncertu w:
Warto zajrzeć: http://www.swietliki.art.pl/
Tekst, zdjęcia, film: Kuba Pawłowski











